Nieważne co, ważne z kim…

Nieważne co, ważne z kim…

W pierwszych latach życia dziecka rodzic jest bogiem. Potem sytuacja się zmienia i nasze rodzicielskie punkty powoli topnieją. Zaczynają się liczyć inni dorośli- ciocia z przedszkola, Pani ze szkoły, trener. Rodzice czasami narzekają na to w rozmowach, ale zawsze wtedy uspokajam, że to naturalna tendencja, dzięki której nasze dzieci wyrosną kiedyś na istoty społeczne. Dziecko musi stopniowo opuszczać rodzinne gniazdo i przesuwać się od rodziny, do stada. Ważne jest na jakich przedstawicieli stada trafi.

Uświadomiłem sobie dwa lata temu, próbując pomóc dzieciom w wyborze zajęć dodatkowych, że najważniejszym aspektem jest osobowość trenera. Nieważne czy to będzie balet, karate czy matematyka na liczydłach- ważne z jakim człowiekiem. Ważne, żeby z CZŁOWIEKIEM! Przeżyliśmy już zmianę trenera na jednych zajęciach. Przyjeżdżał sobie taki dojrzały, życzliwy Pan. Trenował dzieciaki w naszym miasteczku i miał dla nich przede wszystkim cierpliwość. Trochę niedosłyszał, ale pomimo to był bardzo uważny na dzieci. Obserwowałem z zachwytem, jak młodzi ludzie się zmieniali pod jego niewidzialnym wpływem. Kilkunastoletni chłopcy, którzy na początku nie mogli się oderwać od swoich smartfonów, powoli przesuwali swoją uwagę w kierunku sportu. Trener nigdy na nich nie krzyczał, dużo im wybaczał, a największą karą było uczciwe pytanie, które zadawał: “czego ty chcesz? czy chcesz być dzisiaj na treningu?” Robił to przy tym z taką mocą, prostotą i uczciwością, że dzieciaki podkulały ogon jakby je któś siermiężnie ochrzanił. Patrzyłem z boku, jak te cyfrowe zombiaki powoli stawały się sportowcami. Pamiętam jak spotkałem jednego z nich po wakacjach, po obozie sportowym. W czerwcu żegnał się chłopiec, we wrześniu przyjechał młody mężczyzna. Potem jednak trener nie dogadał się z ośrodkiem i odszedł. Na jego miejsce przyszedł inny- młody, ambitny, bardzo profesjonalny. Po dwóch miesiącach dzieciaki zniknęły i to wcale nie dlatego, że na dzień dobry podniósł cenę dwa razy, choć to tłumaczy upadek sekcji pokazując jak zmieniły się priorytety.

Odeszły także moje dzieci. W tym roku spróbowały zupełnie innej dyscypliny i… znowu trafiły na CZŁOWIEKA. Zastanawiające było już to, że mój syn dzień w dzień siadał po południu na rower i znikał na trzy godziny z torbą sportową przewieszoną przez ramię. Córka poszła raz mu pokibicować i została. Zagadka wyjaśniła się, kiedy Staś powiedział: “tata, chciałbym, żeby trener Adam był moim nauczycielem od wszystkiego”.

Co takiego ma trener Adam, że dzieciaki przestają się mieścić na zajęciach u niego? Pozwólcie, że wyliczę to, co udało się zaobserwować mnie i dzieciom:

  • serdeczny uśmiech do ludzi
  • bardzo szybko uczy się imion dzieci i w ten sposób się do nich zwraca
  • Staś podkreśla: “trener zawsze chwali, nawet jak zagrasz źle, to trener mówi co było dobre i dopiero wtedy, co trzeba poprawić”
  • jest bardzo uważny i zdaje się kontrolować wszystko, co dzieje się na sali (pomimo, że gra z jednym dzieckiem, to co chwilę komentuje zagrania przy innych stołach)
  • nigdy nie krzyczy
  • wymaga, choć umie odpuścić i cierpliwie poczekać
  • naprawdę dobrze gra- piłka zawsze wydaje się lecieć tam, gdzie on chce

Jeśli też jesteś nauczycielem lub trenerem, to chcę Ci powiedzieć, że uczniowie bardziej niż wiedzy, potrzebują od Ciebie spotkania z CZŁOWIEKIEM. Wiedza nie jest najtrwalszym fundamentem w życiu i powinniśmy to wszyscy dobrze zrozumieć po roku 2020. Nasze dzieciaki trzeba nauczyć przede wszystkim szacunku do życia- swojego i innych, wiary w człowieka, wytrwałości, miłości itd. Ale to można im tylko pokazać, tego się słowami nie robi. Dzisiaj, jak chyba nigdy dotąd, potrzeba bardziej mistrzów, niż nauczycieli.

Michał Borkowski

PS. Klikając w reklamę na naszym blogu wspierasz nas finansowo, dziękujemy!

Poznaj nową książkę autora tekstu: “Alfabet mamy i taty”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *