Nauczyciele do zbierania truskawek czyli sami sobie winni… :(

Nauczyciele do zbierania truskawek czyli sami sobie winni… :(

Taki tekst wpadł ostatnio do mojej skrzynki:

Plantatorzy truskawek podjęli eksperyment i zatrudnili do zbierania owoców nauczycieli. Oto efekty: 1. Okazało się, że przyszli na pole z własnymi łubiankami. Wprawdzie nikt im nie dał wskazówek, ale sami ogarnęli wyplatanie koszyków i kupili materiał za własne pieniądze. 2. Mieli zacząć o 6:00, ale już od 4:30 poszli pielić rzędy i liczyć owoce. 3. Zanim przeszli szkolenie zbierackie mieli już wypracowane procedury na każdą odmianę i fazę dojrzewania. Powołali też zespół do spraw ewaluacji wyników zbiorów. 4. Mieli zbierać tylko dojrzałe owoce, ale okazało się, że pomogli dojrzeć tym pół zielonym. 5. Mieli pracować 8 godzin, ale wielu z nich zdecydowało się społecznie zbierać aż do zmroku. Kilku nawet zbierało przy latarkach. Podobno ktoś im powiedział, że będą codziennie sprawozdania z ilości zbiorów. 6. Na koniec sami zorganizowali transport i sprzedaż owoców. 7. I jeszcze się cieszyli, że na wypłatę będą czekać tylko pół roku.

Nie wiem kto to napisał, ale bardzo mu dziękuję. Sama prawda. Gorzka prawda. Zastanawiałem się czy można coś do tego dodać i myślę, że to jest dobry moment, żeby zacytować kolejny raz moją pierwszą dyrektorkę: “nigdy nie oczekuj, że ludzie spełnią Twoje oczekiwania, jeśli im o nich nie powiedziałeś”. Myślę, że opisany powyżej stan rzeczy nauczyciele zawdzięczają sami sobie. Nie można mieć za złe, że ktoś Cię wykorzystuje, jeśli konsekwentnie na to pozwalasz i nie dajesz znaku sprzeciwu. Naprawdę polski nauczyciel ma coś z pokornej owcy, która idzie tam, gdzie jej każą. Żadnego protestu, nawet cienia sprzeciwu poza szemraniem pod nosem. Po tej całej pandemii na przykład władze Warszawy zdecydowały, że nauczyciele przedszkoli nie będą mieli wakacji jak zwykle, bo trzeba wyjść na przeciw rodzicom, którzy będą musieli odrobić latem przerwę w pracy. Nie będzie zatem przedszkoli dyżurujących, tylko wszystkie ręce na pokład. Żadnego sprzeciwu ze strony nauczycieli poza pozłoszczeniem się po kątach. Takich przykładów jest pełno. I tak trwa od lat ten taniec- wymagania i oczekiwania rosną, prestiż i szacunek maleje, a nauczyciele się spodziewają, że ktoś się wreszcie domyśli, że im się to nie podoba. Oczekują mesjasza, tylko, że mesjasz mówi “weź wreszcie sam tupnij nogą, bo naprawdę możesz!”

PS. Klikając w reklamę na naszym blogu wspierasz nas finansowo, dziękujemy!

One thought on “Nauczyciele do zbierania truskawek czyli sami sobie winni… :(

  1. Z moich obserwacji, jako rodzica wynika, ze nauczyciele są tacy jak inni ludzie. Są i dobrzy i źli. Nie można generalizować i na siłę tworzyć tylko i wyłącznie pozytywnego czy też negatywnego wizerunku nauczyciela. Są nauczyciele, do których moje dzieciaki na zajęcia specjalistyczne biegną jak na skrzydłach. Nie mogą się ich doczekać. Z radością patrzą w kierunku swoich pedagogów. Chętnie podają im dłoń, żeby iść z nimi na zajęcia. A są i tacy, którzy znęcają się nad nimi psychicznie, wywierają na nich presję, ironizują z nich; nie rusza ich nawet płacz dziecka. Niestety, jedno z moich grzecznych dzieci przeżyło kontakt z takim pedagogiem. Innym razem, pani “nie pochyliła się” nad płaczącym, zmęczonym dzieckiem, które szukając pocieszenia przytuliło się do kaloryfera. Empatia jest najważniejsza. Ma Pan rację z tym tupnięciem nogą. Najwyższy czas przestać się bać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *