Rób swoje albo zmieniaj zawód.

Rób swoje albo zmieniaj zawód.

Przełamałam się i pokazałam swoją facjatę do kamery. I pokazuję ją codziennie, przez 23 lekcje w tygodniu, bo tyle mam w planie zajęć. 

Oklaski? Już nie. Poklaskałam sobie trochę, bo jednak ogarnięcie systemu było dla mnie jakimś wyzwaniem. Teraz wchodzę w rutynę. I dobrze mi z nią.

Zaglądam na strony nauczycielskie, fora, grupy na fejsie. Wiecie, co mnie najbardziej irytuje? Że większość tych obrazków to smutna buźka nauczyciela i komentarz „Tak bardzo chciałbym z Tobą być”. Nie jestem psychologiem, ale czy takie stawianie sprawy nie wypaczy tego dzieciaka psychicznie? Nie dość, że sam się zmaga z izolacją, której nie rozumie, że nie może pobiegać za piłką z kolegami, spotkać się z koleżankami na pogaduchy, to jeszcze nauczyciel, który ma być dla niego wsparciem i mądrym dorosłym, ostoją w tym szalonym świecie, mówi „zobacz, jaki jestem biedny, poużalaj się nade mną i popłacz nad moim losem”. 

Czy my naprawdę jesteśmy słońcem, wokół którego mają krążyć w roli planet nasi uczniowie?

Inny obrazek. Masa takich memów. Nauczyciel siedzący przed komputerem od 6 rano do 3 w nocy i tak od sześciu tygodni. Pracujący od rana do nocy. Niby w domu, ale ciągle w pracy. Męczennik w służbie oświaty. Ciśnie mi się na usta: Człowieku, jeśli przez tyle czasu nie nauczyłeś się ogarniać programu do lekcji online, to co z Ciebie za dorosły? Jak chcesz uczyć innych zarządzania czasem, jeśli taka sierota z Ciebie?! Jak masz uczyć kogoś pilnowania granic, skoro sam ich sobie nie postawisz? Czy naprawdę potrafisz skoncentrować swoją uwagę, ślęcząc nad błędami stylistycznymi uczniów w wypracowaniach, które czytasz na ekranie komputera przez większą część doby? Ratujesz komuś życie, ratujesz świat, że ponosisz aż takie koszty zdrowotne?

Czy nie z kreatywności słyniemy, z tego, że potrafimy dostosować się do sytuacji, wykrzesać z siebie dobre humory, by zarażać nimi innych? Czy obsługa komputera w XXI wieku, kiedy jednym z wymogów w awansie zawodowym są słynne tiki, to naprawdę taka czarna magia? Nie do pokonania przez znakomicie wyszkolonego wykształconego człowieka z dużym doświadczeniem i ambicją? Przecież nikt nam nie każe pisać zaawansowanych programów informatycznych. Wejdź na platformę edukacyjną i poprowadź lekcję. Porozmawiaj. Tak zwyczajnie. Jesteś w tym dobry, robisz to od lat!

I wreszcie trzeci typ obrazków. Rodzice walą w drzwi szkoły: „Błagam, zapłacę, tylko zabierzcie te dzieci”. Budzi to do głosu Matkę Polkę we mnie. Veto!

Wszystkie te memy z założenia śmieszą. Hehe, wreszcie rodzice docenią nauczyciela, kiedy będą siedzieć ze swoim krnąbrnym dzieciakiem przez 24 godziny na dobę. Tyle że moje dzieci to nie są jakieś tam bachory, nawet jeśli energetyczne i roznoszą mi dom, to wciąż moje dzieci. Lubię z nimi przebywać. Wreszcie mam okazję być bardziej i dłużej, a jeśli coś odstawią, mogę się przyjrzeć, kiedy, dlaczego, pomyśleć, jak temu zaradzić w przyszłości, podjąć jakąkolwiek refleksję, szukać rozwiązań i je wdrażać. Nie działają, to szukać innych i znowu wdrażać, i znowu szukać,…

To nie jest tak, że nauka online to dla mnie superrozwiązanie. Hurra, całe życie marzyłam, by być gwiazdą kamery. Nie marzyłam. Ale chciałam być nauczycielem, jakiego sama pragnęłam mieć jako dziecko, a gdy zostałam mamą – takim, jakiego chciałabym, aby miały moje dzieci. Te dzieci szkolne, też są czyjeś. I zdecydowana większość z nich ma rodziców, którzy chcą ich dobra i kochają bez granic. Tym, które nie mają tego farta w życiu, nasza uwaga, troska, szacunek należą się tak samo, jeśli nie bardziej.

Mam milion powodów, żeby nie lubić lekcji przez komputer. Wy też je doskonale znacie. Tyle że w tej chwili nie mamy alternatywy, a z rozmów z dziećmi i ich rodzicami wiem, że stanowią namiastkę normalności, bo nasi uczniowie kochają szkołę (tak, naprawdę!), tęsknią za nią, za przyjaciółmi, rozmowami, i za nami też. Możemy zaprosić klasy do swojego świata, do naszego domu, pokazać obraz czy ulubioną filiżankę do kawy lub zamknąć te drzwi, skoro mamy do tego prawo.

Jakiś czas temu zaproponowałam mojej klasie wychowawczej zadanie. Wrzucają do słoika dobre wspomnienia z czasu tej naszej kwarantanny, potem się nimi dzielimy. Wrzucamy na Teamsy albo dostaję mailem zdjęcia zwierzaka, własnoręcznie wyhodowanej roślinki, upieczonego ciasta. Dzieci nie potrzebują willi Carringtonów ani najnowszego BMW. Czasem wystarczą świeże truskawki wrzucone do jogurtu i od razu buzia się uśmiecha.

Zatem uznałam, że nie ma co koncentrować się na tym, co mi nie pasuje. Nie tylko coś straciłam. Za co jestem wdzięczna?

– Dłużej śpię. Wstaję o tej porze, o której normalnie wychodziłabym do pracy.

– Codziennie jem obiad i to w porze obiadu.

– Piję ciepłą kawę, kiedy tylko chcę.

– Nauczyłam się ogarniać kilka platform nauczycielskich.

– Jestem w domu z dziećmi.

– Wszyscy jesteśmy zdrowi.

– Codziennie rozmawiam z uczniami. Nie mam poczucia, że coś tracę, bo jednak wciąż jesteśmy blisko, na ile to możliwe oczywiście.

– Mam świetne koleżanki po fachu, które zawsze mi pomogą, jeśli będę tego potrzebować.

– Mam nowy komputer. To znaczy już sześciotygodniowy, ale wciąż mnie cieszy.

– Nauczyłam się ciut lepiej zarządzać czasem i choć zdarza się, że zarwę noc, wiem, że zrobiłam to z własnej głupoty. 

– Poznałam rodziców wielu moich uczniów i to naprawdę sympatyczni ludzie.

– Ogarniam w międzyczasie dom i już nie wygląda, jakby tajfun przez niego przeszedł.

– Po lekcjach wyciągam się z książką na balkonie i podziwiam rośliny, których jakoś nigdy wcześniej nie miałam serca posadzić.

-…

Ostatnio mój syn zapytał mnie:

– Dlaczego Dicaprio zagrał w Titanicu?

– ….?

– Bo Bruce Willis wszystkich by uratował.

Bądźmy jak Bruce Willis. Bądźmy z naszymi uczniami i ich rodzinami, nawet kosztem pokazania naszej facjaty do kamery!

Po publikacji poprzedniego mojego tekstu zadzwonił do mnie dawno niewidziany przyjaciel. Powiedział coś takiego: Jesteście po to, żeby uczyć. To wasza praca. Przestańcie narzekać, róbcie swoje.

Kurczę, jakie to proste!

Joanna Miller

PS. Klikając w reklamę na naszym blogu wspierasz nas finansowo, dziękujemy!

4 thoughts on “Rób swoje albo zmieniaj zawód.

  1. swietny artykul, powinnien byc PRZEWODNIKIEM
    dla wielu nauczycieli nie tylko w naszym kraju ale i poza naszymi granicami.Duzo nauczycieli traci tak cenny wlasny czas i energie na uzalanie sie nad soba kosztem wlasnych rodzin i najblizszych.
    Autorka kolejny raz udowodnila ze na nauke nigdy nie jest za puzno.

  2. Droga Asiu,
    Marzy mi się taki nauczyciel dla moich dzieci jak Ty. Normalny, kompetentny, empatyczny.Niestety, nie wszyscy nauczyciele poddają refleksji swoje życie zawodowe. Spotkałam na swojej drodze życiowej tylu nauczycieli, że nie mam już z tym większego problemu, żeby poznać komu naprawdę zależy, a kto ma swoich uczniów głęboko gdzieś. Weźmy na przykład zdalne nauczanie. Znaczna część nauczycieli wzbogaciła swój warsztat pracy – stworzyła tzw. “teamsy”, prowadzi wideokonferencje, wykonuje ciekawe prezentacje. Niestety w szkole moich dzieci cała odpowiedzialność za nauczenie spadła na rodzica. Bo tak jest najprościej – zadać, wkleić link a potem wymagać. Nic prostszego. Szczerze mówiąc, chce mi się wyć. Niby pokierowanie edukacją mojego dziecka nie sprawia mi większej trudności, a jednak codziennie napawa mnie goryczą. Dlaczego??? Bo czuję, że to nie fair, że to nie tak powinno być. Chwała nauczycielom prowadzącym lekcje online. Po drugiej stronie są tacy, którzy wszystko zrzucili na rodzica. Jego dzieciak, jego interes. Staram się dopatrzeć w tym wszystkim jakiejś kultury, uczciwości, sprawiedliwości. I jakoś nie potrafię. Zaczynam wątpić w niektórych nauczycieli. W ich rzetelność, solidność, uczciwość. Weźmy jeszcze jeden przykład. Dzieciaki w marcu poznały ostatnią literę. A w następnym dniu już zadana “Legenda o Europie”, już “Mit o Dedalu i Ikarze”. I, oczywiście, ćwiczenia pod tekstem – ustalanie chronologii zdarzeń. Jak dla mnie – chore. Przecież niektórzy nie opanowali jeszcze techniki płynnego czytania na głos, a już przechodzi się do rozumienia faktów z długich opowieści. Echhhhhhhhhhhhh, długo można by jeszcze pisać, ale już chyba będzie tak zawsze. I się to nigdy nie zmieni.
    Pozdrawiam,

    Twoja była koleżanka z pracy.

  3. Agnieszko, róbmy swoje :-).
    Chyba właśnie o to nam chodzi, żeby było coraz lepiej, a nie gorzej.
    Głowa do góry! Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *