Idealny nauczyciel.

Idealny nauczyciel.

Pewnego dnia matka dziesięcioletniego Stefana zachorowała. Czuła się tak źle, że ojciec wysłał jedną z córek, by przyprowadziła chłopca do domu. Nauczyciel nie zgodził się jednak zwolnić go z lekcji. Ten mimo wszystko wyszedł z klasy, zapowiadając, że więcej do tej szkoły nie wróci. Tak też się stało. Wkrótce potem mama Stefana zmarła, zdążywszy jednak pożegnać się z synem. Podobno również zanim chłopiec wyszedł, stał w klasowym kącie, nasłuchując, czy nie biją dzwony. Wiedział, że wtedy oznaczałyby śmierć jego mamy. Trudno mi sobie nawet wyobrazić, co czuło to samotne, przerażone dziecko.

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Ilekroć ją sobie przypominam, jestem pełna podziwu, że ktoś z tak smutnym doświadczeniem szkolnym nie znienawidził ludzi. Przeciwnie, został wielkim człowiekiem – Prymasem Tysiąclecia. 

Sto lat temu model nauczyciela naprawdę był inny. 

Przypomnijcie sobie choćby wydane nieco wcześniej Syzyfowe prace. Trudno mówić o tym, żeby nauczyciele dbali o dobrostan psychiczny uczniów, o nawiązywanie relacji. Te mroczne przykłady przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o polskiej rzeczywistości, bo przecież w Ani z Zielonego Wzgórza  nauczycielka okazała się „pokrewną duszą” tytułowej bohaterki… Można? Można.

Rozpytywałam ostatnio znajomych dorosłych, jaki jest nauczyciel idealny. Z grubsza, usłyszałam, że przecież nie ma ideałów. Ale na pewno powinien kochać siebie i znać swoje ograniczenia.

Myślałam o moich nauczycielach. Wielu z nich już nie żyje. Co dziwne, u tych ze szkoły podstawowej nie tyle było dla mnie ważne, jak bardzo są kompetentni, ile, jak mnie jako osobę traktowali. Oczywiście, to były inne czasy. Do dziś jednak ciepło wspominam tych, którzy widzieli we mnie człowieka, jednostkę, dziecko.

To samo pytanie zadałam moim uczniom. Najpierw dziwnie na mnie popatrzyli, chyba zastanawiali się, gdzie ukryłam haczyk. Szukali „poprawnych odpowiedzi”, bo usłyszałam: „pani”, „tacy jak pani”. Wreszcie jednak jakoś poszło, i zdaniem uczniów szkoły podstawowej idealni nauczyciele (Uwaga! Kolejność przypadkowa):

  • mogą normalnie porozmawiać z uczniem,
  • nie rozpuszczają,
  • są mili,
  • wymagają, ale bez przesady,
  • widzą ucznia, nie klasę; człowieka, nie grupę,
  • nie robią za dużo sprawdzianów,
  • interesują się uczniem, znają jego zainteresowania, problemy,
  • biorą pod uwagę głos uczniów,
  • są opiekuńczy,
  • uczą dobrze i skutecznie, umieją wytłumaczyć temat,
  • sprawiedliwie oceniają,
  • prowadzą lekcje ciekawie,
  • nie robią niezapowiedzianych kartkówek,
  • szanują wolę ucznia,
  • nie wywyższają się,
  • są kreatywni, innowacyjni,
  • mają z uczniem kontakt,
  • dotrzymują słowa,
  • są spokojni i zmotywowani,
  • potrafią zmotywować ucznia,
  • umieją pocieszyć,
  • są przyjacielem ucznia.
  • Plan na dwa lata? Albo na pół życia? 

Może warto policzyć, ile nam zostało do emerytury :-).

Kilka razy usłyszałam zarzut, że rozmowa z uczniem o jego ocenie jest wyrazem słabości nauczyciela, który nie potrafi sam podjąć decyzji. Nie wierzcie w to, proszę. Uczeń doceni, że jego zdanie jest brane pod uwagę i będzie się czuł bardziej odpowiedzialny za to, jaki ma stopień. Praca w szkole to nie rządy absolutne, a ocena nie jest atrybutem władzy. I nie ma to nic wspólnego z „pozwalaniem wchodzić sobie na głowę”, bo to jest sprawa zasad, przestrzegania reguł.

Kiedy moi uczniowie tak się rozmarzyli i wymieniali cechy, pękałam z dumy. Że się umieją otworzyć, myślą nietuzinkowo, umieją nazwać to, o co im chodzi. I mają też do nas, dorosłych, zaufanie. Kochane dzieciaki! Fantastyczna Ekipo, zawsze ciepło o Was myślę :-).

Pomyślałam też sobie, że niby narzekamy, bo te dzisiejsze dzieci takie nie tego, że my w ich wieku byliśmy zupełnie inni… Zapewne, byliśmy. Ale to, co powiedzieli moi uczniowie, to były też moje marzenia o nauczycielu, gdy byłam w ich wieku. 

Uspokoiło mnie, że ten nasz świat wcale nie jest taki okropny. Jest w nim tak… normalnie.

I jeszcze jedno. Idealny nauczyciel istnieje. To profesor Dmuchawiec, bohater mojej ukochanej Jeżycjady. Powołany do życia przez Małgorzatę Musierowicz kilkadziesiąt lat temu. Autorytet, przyjaciel, mentor. Kochany przez uczniów, szanowany przez niemal wszystkich, i tak bardzo ludzki. W chwilach kryzysu warto przypomnieć sobie jego słowa: „nie można podobać się wszystkim, trudno. A przecież chciałoby się”.

Życzę wszystkim szczęśliwego Nowego Roku! Szukajmy ideałów. To co, że ludzie nie są idealni. Niech nam będzie coraz bliżej do Dmuchawca :-).

Joanna Miller

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *