Lekcja pierwsza- dziecko nie może Cię dotknąć.

Lekcja pierwsza- dziecko nie może Cię dotknąć.

Pamiętam, że to było w pierwszych miesiącach mojej pracy jako wychowawca klasy. Szczegóły już mi przez lata umknęły, natomiast pamiętam dokładnie te emocje, jak wchodziłem do gabinetu dyrektora z wyraźnym poczuciem, że “dałem ciała”, że nie da się tego odkręcić, słowa się rzekły i musiałbym naprawdę udawać głupiego, jakbym próbował przekonać, że to nie moja wina. To była moja wina. Coś takiego powiedziałem jednemu z moich uczniów, co było zupełnie nieakceptowalne, bo mnie sprowokował.

Moja Pani Dyrektor wysłuchała co mam do powiedzenia po czym powiedziała: “Pamiętaj, że dziecko nigdy nie może Ciebie dotknąć (w sensie emocjonalnym). W tej relacji to Ty masz być dorosły, czyli dojrzały. Dzieci zawsze będą próbowały naruszyć Twoje granice i dobrze, bo to jest jeden z elementów ich rozwoju ale Ty masz być w pewnym sensie ponad tym. Masz mieć świadomość, że w tej relacji nie jesteście równorzędnymi partnerami i dlatego nie powinieneś poczuć się dotknięty.”

Dzisiaj powtarzam tę lekcję przy każdej okazji nauczycielom, z którymi się spotykam. To Ty masz być dorosły, to znaczy dojrzały, to znaczy zintegrowany. Oczywiście nigdy nie osiągamy pełnej doskonałości, bo trzeba przyznać uczciwie, że przez całe życie jesteśmy w procesie rozwoju. Warto mieć tego świadomość. Dzieci czasami trafiają nas w czuły punkt, a już mistrzami takiego trafiania są dzieci z Zespołem Aspergera. Oni mają jakby nadprzyrodzony dar celowania w najsłabsze miejsce naszych emocjonalnych murów obronnych. Pamiętam jak kiedyś siedmioletni chłopiec wszedł pierwszy raz do klasy i powiedział na głos do nauczycielki: “siadaj, teraz ja tu będę dyrektorem!” Każda inna Pani w tej szkole pewnie by to prześmiała i powitała z uśmiechem małego dyrcia ale akurat trafiło na nauczycielkę, która miała fiksację na punkcie wypracowywania sobie autorytetu w pierwszych dniach nauki. To pierwsze wejście chłopca dosłownie rozłożyło ją na łopatki, a potem było już tylko gorzej.

Takich sytuacji w pracy nauczyciela jest wiele. Dzieci trafiają co i rusz w nasze czułe punkty. Można nad tym stanem rzeczy biadolić ale można też przekuć go na swoją korzyść. Ja wyrobiłem sobie nawyk, który polega na tym, że jeżeli zauważę, że w kontakcie z uczniem albo pacjentem tracę swój wewnętrzny spokój, zastygam. Dosłownie zastygam i nie podejmuje żadnej reakcji. Po pierwsze dlatego, żeby nie powiedzieć i nie zrobić czegoś, czego za chwilę mógłbym żałować. Po drugie po to, żeby dać sobie czas na refleksję. Można sobie dać prawo do takiej chwili zastygnięcia, nie reagowania natychmiast. To kłamstwo, że musisz umieć zawsze i wszędzie odpowiedzieć i zareagować natychmiast w doskonały sposób. Zatem biorę głęboki wdech i zadaję sobie pytanie: “co takiego jest we mnie, że tak się poczułem?” “Gdzie jest mój wyłom w murze?” “Skąd tak silne emocje i co one mi chcą powiedzieć?” Takie podejście sprawia, że w relacji z podopiecznym ja też mogę wzrastać i się rozwijać. Głupcem jest ten, kto próbuje udawać, że już jest doskonały. To nieprawda. Nauczyciel też się cały czas rozwija i uczeń może go skutecznie prowokować do refleksji, i wzrastania. Trzeba tylko trochę odwagi, szczyptę cierpliwości i zwykłej ludzkiej uczciwości.

Ważne jednak, żeby do końca w tej relacji pozostać dorosłym i nie obarczać dziecka tym, co do niego nie należy. Moje problemy, moje wyzwania rozwojowe, to nie jego sprawa. Sam mam sobie z tym poradzić. Dlatego jeżeli poczujesz się przez dziecko dotknięty, przyjmij ten cios i zastanów się czego właśnie dowiedziałeś się na swój temat. Potem podejmij refleksję, pracę, odważne decyzje i wzrastaj, bo o to w życiu chodzi. Zamiast narzekać na “te małe bezczelne bachory”, dziękuj za to, że masz takich skutecznych małych terapeutów wokół siebie.

Michał Borkowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *