Nauczycielskie korpo, czyli fajna jest drabina, tylko ściany żadnej ni ma.

Nauczycielskie korpo, czyli fajna jest drabina, tylko ściany żadnej ni ma.

Wybrałam zawód nauczyciela dla pracy i pieniędzy. Hehe. Te słowa wciąż gdzieś się plączą, szczególnie były wyciągane przy okazji strajku, choć nadal je widzę i słyszę. Żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli, jak nędzne jest nasze życie, w końcu chodzimy w łachmanach i jemy kotlety z mortadeli. Inni mówią, że ktoś “poszedł na nauczyciela”, bo nie radził sobie w szkole i będzie się mścił na biednych dzieciach, teraz to dopiero odbije sobie wszystkie krzywdy. Albo dla ferii, wakacji i 18 godzin przy tablicy. Albo nigdzie indziej się nie nadawał. 

Mimo wszystko zdecydowana większość z nas wybrała ten zawód świadomie. Chcieliśmy być nauczycielami. Nie w każdej branży tak jest. W korporacji, do której co rano jeździ mój mąż, są ludzie po różnych kierunkach, czasami bardzo odległych. Większość z tych osób po prostu przyszła i została, bo tak się trafiło, nie, że całe życie o tym marzyli. Są szczęśliwi, spełnieni, ale w dzieciństwie nawet nie wiedzieli, że taki fach istnieje, więc nie śnili o nim.

Nauczyciel jednak wybrał, mało tego, przez wiele lat przygotowywał się do zawodu. Najpierw studia, praktyki, potem stopnie awansu, i nadal nie jest to finał. Choć w ubiegłym roku doczekałam się dyplomowania, cały czas się uczę, doszkalam, gdzieś jeżdżę i oczywiście czytam, czytam, czytam. Tak już pewnie do śmierci, chyba że wcześniej jednak doczekam emerytury.

Tego jednak, gdzie pracujemy, już raczej nie wybieramy. Przynajmniej kiedy zaczynałam nauczycielską karierę, bo teraz rotacja w szkołach jest większa.

Gdy kończyłam studia, mówiono nam, że niewielu z nas znajdzie pracę w zawodzie. I rzeczywiście tak było. 

Zatem zastanawiam się, jak to jest możliwe, że teraz wartość nauczyciela poznaje się po tym, gdzie pracuje.

Kilka lat temu, gdy jeszcze pracowałam w gimnazjum, usłyszałam od nowozatrudnionej koleżanki:

Jesteś taka ambitna, nie myślałaś o tym, żeby się przenieść do liceum?

Wiem, że te słowa były wypowiedziane w dobrej wierze. 

Jaki jednak wniosek? Jeśli jesteś mądra, pracowita, ambitna – idziesz do liceum. Najlepiej renomowanego, gdzie licealiści będą spijać słowa z Twoich ust niczym miód. Do gimnazjum pójdą desperaci, których jedynym celem w życiu jest przeżyć i nie dostać w głowę od ucznia. Ewentualnie mają kredyt i brak widoków na „normalną” pracę. Jeśli tylko takie widoki się pojawią, zawiną się szybciutko. Co do podstawówki… Hmmm. Eciepecie. Zero ambicji. Ciocie do przytulania i tylko trzęsą się nad tymi dziećmi. Niczego nie nauczyły. Same tępe i niedouczone.

Teraz, kiedy sama pracuję w podstawówce, poznałam jeszcze grupy, które do tej pory były mi kompletnie obce – świetliczanki, wczesnoszkolanki i wspomagaczy…

Co to za filozofia posiedzieć i nic nie robić w świetlicy? A prowadzić pierwszaczków za rękę? 

Koleżanka wspomagająca usłyszała kiedyś od swojego ucznia: 

A nie chciała pani zostać nauczycielem?

Przecież zostałam…

???

Tymczasem, Kochani, wejdźmy do świetlicy. Masa dzieci, każde z innej parafii. W różnym wieku, z różnymi trudnymi domowymi sytuacjami. Niektórzy od 7 rano do wieczora w świetlicy, z krótką przerwą na lekcje. Rozpoznaj potrzeby, zabawiaj, zabezpiecz, odrób lekcje, zrób gazetkę, naucz czegoś, sprawdź, czy na pewno zjadły kanapkę, i czy obiad cały, a zupa też, nie zapomnij o zapiętej kurtce i czapce przed spacerem… Kilka razy miałam dyżur w świetlicy, byłam wypompowana. Hałas. Dzieci chmara. Istne szaleństwo.

Koleżanki po fachu, Koledzy! Odejdźmy od tej hierarchii. Mamy podobne wykształcenie (choć czy w obliczu wieczności będzie to miało jakiekolwiek znaczenie…?). Jedziemy na jednym wózku. Stażyści, kontraktowi, mianowani, dyplomowani. Ze szkół publicznych, prywatnych, społecznych. Uczący polskiego i EdB, muzyki i techniki, religii i przyrody. Ci z elitarnych ogólniaków i z ostatniej pozycji w rankingu „Perspektyw”, koleżanki z podstawówki… Dbajmy o własne gniazdo, budujmy szczęśliwe, dobre szkoły, ale nie kosztem innych. 

Jeśli my tak etykietkujemy i hierarchizujemy, rodzice i uczniowie będą to robić jeszcze bardziej. Po co spieszyć się, by odebrać dziecko przed zamknięciem świetlicy, skoro pani nie zamknie szkoły. Niech siedzi i czeka, za to jej płacą. A tępa, głupia i niedouczona polonistka niech się nie mści na moim dziecku, stawiając słabą ocenę, skoro jej nie wyszło w życiu i trafiła do podstawówki. 

Profesorowie ze szkół ponadpodstawowych! Nie mówcie swoim uczniom, że mieli słabego nauczyciela, skoro tego i tego nie umieją. Karma wróci i na studiach uczniowie to samo usłyszą o Was. A potem przyjdą do pracy w podstawówce, może nawet załapią się do elitarnego liceum i nagle się okaże, że tyle jeszcze muszą się w życiu nauczyć!

PS wciąż szukam pozytywnych bohaterów nauczycielskich w kulturze dla mas. Obejrzałam podczas babskiego wieczoru film o zacnym tytule “Planeta singli”. Dziewczyna, sierotka Marysia pracuje w… szkole podstawowej. Uczy muzyki, miała ambicje, ale “znowu w życiu mi nie wyszło”. Przypadek? Szukam dalej. 

Może nie dla mas, ale w Teatrze Dramatycznym obejrzałam cudowny spektakl “Dziwny przypadek psa”. Polecam wszystkim. Wreszcie wspaniała nauczycielka, wspomagacz w dodatku. Doczekałam się… 

PS 2. Na dzień skupienia, który, wierzę, w  przyszłym roku zorganizuje Michał Borkowski, zaproszeni będą wszyscy z branży. Z ogolniaków, podstawówek, mosów,.. Od wczesnoszkolnych, przez świetlicę, po dyrektorów. Mamy sobie wiele do ofiarowania :-). Przybywajcie!

Joanna Miller

4 thoughts on “Nauczycielskie korpo, czyli fajna jest drabina, tylko ściany żadnej ni ma.

  1. Bardzo dobry tekst… gdyby nie to, że pominęła Pani nauczycieli przedszkola. Oni też istnieją – są nauczycielami, też ciężko pracują, doszkalają się, pną po szczeblach awansu, jak ich koledzy i koleżanki ze szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Często pomijani, bo to przecież”tylko” ciocie i wujkowie z przedszkola, “przedszkolanki”, opiekunki… Tymczasem tak samo wykształceni (a może lepiej?), często po kilku różnych studiach podyplomowych, wiecznie szukający nowych metod pracy z dzieckiem, uczęszczający na szkolenia. Przykro… Tak jak Pani napisała “Dbajmy o własne gniazdo”.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Pani Katarzyno! Pominęłam, przyznaję. Z tej prostej przyczyny, że pisałam o moim doświadczeniu, relacjach, które na co dzień obserwuję. Pracowałam już w technikum, gimnazjum, podstawówce, z przedszkolem na płaszczyźnie zawodowej nie miałam do czynienia. Nie umniejszam roli wychowawców przedszkoli, jesteście tak samo ważni! Co do wykształcenia, celowo unikam porównania, kto bardziej, kto mniej, tak jak i tego, kto mniej czy bardziej pracuje. Pozdrawiam serdecznie i życzę radości w zawodzie! J. M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *