Respect & panta rei czyli spacer po postrajkowych zgliszczach.

Respect & panta rei czyli spacer po postrajkowych zgliszczach.

Kiedy było mi ciężko przed strajkiem i w czasie strajku, napisałam o tym. Zastanawiałam się, na ile moje doświadczenie jest doświadczeniem innych i zdziwiło mnie, kiedy dostałam wiele prywatnych wiadomości. Że ludzie czytali i się cieszyli, bo to było o nich, a w ich środowisku bali się mówić głośno, myśleć inaczej. Zależało mi, by ktoś, kto ma podobne odczucia do moich, wiedział, że nie jest sam. I takie głosy były, za co naprawdę jestem wdzięczna.

Musiałam nauczyć się radzić sobie z hejtem. Musiałam, ale nie wiem, czy się nauczyłam. Nie jest to łatwe, bo przecież do szkoły przychodzi się też z miłości do ludzi. Nie można wykonywać tej pracy, kiedy się ludzi nie lubi. Kiedy człowiek nagle uświadamia sobie, że inni rzucają w niego błotem, opluwają, choć często go nie znają, cóż. Gdyby mnie to w ogóle nie obchodziło, mogłabym zostać politykiem albo celebrytą. Nie zostałam, wszystko jasne.

Po publikacji poprzedniego tekstu zadzwoniła do mnie zaprzyjaźniona pielęgniarka. Nie żeby powiedzieć, że się oznaczyła na facebooku wykrzyknikiem i wspiera nauczycieli. Sytuacja mocno ją dotykała, sama ma dziecko kończące szkołę i martwiła ją atmosfera związana z egzaminami. Opowiedziała mi swoją historię, bo gdy zaczynała pracę, akurat pielęgniarki odeszły od łóżek pacjentów, wszystkie media na gorąco relacjonowały, co się dzieje w „białym miasteczku”. Na tę młodą osobę podziałało to tak, że odeszła z pracy i nie wróciła do publicznej służby zdrowia. Żle się czuła z tym, że jest utożsamiana z całym środowiskiem, a nie do końca utożsamiała się ze wspomnianymi wydarzeniami. Zupełnie jak ja. Dla mnie mocne, prawdziwe, odważne. Też wskazujące drogę. Jeśli nie jesteś szczęśliwa, odejdź i bądź szczęśliwa gdzieś indziej.

W czasie strajku wiele spraw mnie smuciło i martwiło. Przede wszystkim relacje z ludźmi i obawa o to, jak będzie „po”. Bo ten magiczny moment w końcu miał nastąpić. Zamartwiałam się jak szalona. Przecież nic już nie będzie takie samo. I co? Jakoś żyję.

W tym wszystkim pomogły mi zasadnicze kwestie:

Waga. Kiedyś moja ciocia, z którą z uwagi na sporą odległość widzę raz na kilka lat, obśmiała mnie przez telefon, że powiedziałam o swoich „problemach”. Jakie ja mam problemy? Mam gdzie mieszkać i co jeść, udaną rodzinę… Miała rację, dziś już nawet nie pamiętam, o jakie to kłopoty chodziło, ale emocji i słów cioci nie zapomnę długo. Moje „problemy” są do rozwiązania. Faktycznie, kiedy teraz rozpaczałam, że mi źle, że strajk, że fajna atmosfera budowana latami sypie się, dostałam wiadomość o poważnej chorobie mojej mamy. U bliskich przyjaciół trudna sytuacja domowa. I powiem szczerze, strajk i te moje kłopoty przestały mieć znaczenie. Zaprzyjaźniony psycholog napisał mi wiadomość „Pilnuj skali problemów”. Zatem pilnuję. Dzięki!

Relacje. Niełatwo utrzymywać kontakt strajkującego z niestrajkującym, nawet jeśli się pracuje w jednej szkole. A jednak, były koleżanki, które do mnie dzwoniły i do których dzwoniłam ja. Nie żeby się pożalić, spytać co o mnie mówią „po drugiej stronie barykady”? I jak mnie nienawidzą?, ale: co u ciebie, jak się czujesz, jakie mamy plany na po—strajku, a może pomysł na obiad i jaki piękny tort koleżanka upiecze swemu dziecku. W szkole pracujemy głównie my, baby, a kiedy pogadamy i nie przegadamy, nie jest łatwo.

Szacunek. Mój mąż jest fanem wszelkich sportów i w naszym domu czy chcę czy nie, często oglądam jakieś widowiska sportowe. Bije po oczach hasło „Respect”, „No rasism”. A my, nauczyciele, co? Mamy głosić wszem i wobec i wierzyć w to (!), że nie podam ręki komuś, kto śmiał myśleć inaczej niż ja? Mamy uczyć dzieci i młodzież, że warto mieć własne zdanie i iść pod prąd, a stawiać pod pręgierzem koleżankę, bo poszła do komisji na egzaminy? Czy my naprawdę chcemy takiego świata?

Ustaliłam z wieloma znajomymi, że dobrze byłoby, gdyby każda z nas umiała być tej „drugiej stronie” wdzięczna. Strajkujący niestrajkującym za spokojne egzaminy, troskę o wizerunek, bycie z dziećmi. Strajkującym za upór i wytrwałość, także za cenę wynagrodzenia.

Każdy z nas jest dorosły i sam podejmuje decyzje, z wszelkimi konsekwencjami. I każdy nauczyciel chce wierzyć, że postąpił właściwie. Dlatego w imię szacunku nie oceniam postępowania innych, nawet jeśli go nie rozumiem. Przyjmuję, że chciał dobrze. Cóż, cytując klasyka psychologa, „sito przesiewa”. Nic już nie będzie takie samo, przyjaźnie i znajomości muszę się zweryfikować. Przy okazji, kto tę próbę przetrwa, przetrwa wiele burz i zawieruch. Uśmiecham się zatem i mówię „cześć” nawet tym, którzy nie oddają mi tego uśmiechu i nie odpowiadają na powitanie. Bo przecież w każdym z nas są

Emocje. Wyczytałam i wysłuchałam na nauczycielesawazni.pl, że warto być świadomym swoich emocji, nazwać je. W takim razie jestem lub byłam: smutna, rozżalona, rozgoryczona, zażenowana, zrozpaczona, szczęśliwa (bo cieszę się, że postąpiłam tak, a nie inaczej), wściekła, rozdwojona, spełniona, zawstydzona, wkurzona, zaskoczona, zła, radosna, spokojna, opanowana, przerażona. Hmm, jakby mniej straszne to ;-).

Idę o krok dalej. Emocje innych. Ja ich nie nazwę, nie wiem, co czuje osoba, która ostentacyjnie zaczyna mówić o strajku, bo ja akurat wchodzę do pokoju. Widzę jednak, że jest jej źle i daję czas. Nie oceniam. Respect!

Joanna Miller

3 thoughts on “Respect & panta rei czyli spacer po postrajkowych zgliszczach.

  1. Pani Joanno,

    Bardzo dziękuję za podzielenie się tym wszystkim powyżej.

    Pani Agnieszko, ogromna prośba o rozwinięcie pytania, bo nie rozumiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *