Nie bój przyznać się do…

Nie bój przyznać się do…

Mówią, że połowa sukcesu to pozytywne myślenie. Nie zgadzam się z tym. Uważam, że zdecydowanie więcej niż połowa. Każdy człowiek nabiera w życiu różnych doświadczeń, tych dobrych i tych złych. Niestety taka już nasza natura, że najczęściej skupiamy się na tym co przykre i złe. Narzekamy, komentujemy, oceniamy, ale tak naprawdę większość naszych rozmów toczy się wokół negatywnych zdarzeń. Mam wrażenie, że nawet czasem krępujące zdaje się mówienie o tym, co dobrego nas spotkało, jaki cel udało się osiągnąć, bo czy to nie przechwalanie…? Jak mówić o swoim sukcesie, mając świadomość, że rozmówca właśnie doświadczył porażki (albo mały problem wyolbrzymił do rozmiarów beznadziejnej sytuacji)?

W szkole często mówi się o trudnych przypadkach, przedstawia fakty, debatuje nad rozwiązaniami. I dobrze, bo powinniśmy się wspierać, dzielić doświadczeniami, pomagać w miarę możliwości każdego z nas. Ale…. no właśnie. Tak bardzo mało w tych rozmowach jest tego co pozytywne. Zacznijmy się chwalić swoimi sukcesami prywatnymi i zawodowymi (i wcale nie chodzi o jakieś spektakularne osiągnięcia). Nie bójmy się, że zarzucą nam nieskromność. Myślę, że większość z nas potrafi wyczuć granicę między skromnością, a pychą. Cieszmy się też, kiedy inni mają powody do radości. Tylko najpierw musimy zauważyć te nasze „małe” sukcesy. Jest ich mnóstwo, ale one nie absorbują naszych myśli tak jak doświadczane trudności. To chyba tez przez to, że wciąż brakuje nam pewności siebie, wiary w to, że nasze działania są dobre. 

Bardzo lubię kiedy moi uczniowie mówią mi o swoich pozytywnych doświadczeniach (np. w każdy poniedziałek rano słyszę relacje z weekendu). Dzieci nie zastanawiają się (jeszcze), czy nie jest to aby przejaw nieskromności. Po prostu zarażają swoją radością. Zawsze gratuluję wygranego meczu na turnieju, chętnie słucham opowiadań o wycieczkach z rodzicami, imprezach urodzinowych itd. Cieszy mnie, że uczniowie mają do mnie zaufanie, jest dla nich ważne, żebym to właśnie ja znała fakty z ich pozaszkolnego życia. Ich zaufanie do mnie to mój sukces. Tak jak sukcesem jest, kiedy widzę zaangażowanie uczniów na prowadzonych przeze mnie zajęciach. Kiedy efekty zaskakują nawet ich samych. Świadomość, że zrobili kolejny krok w kierunku zgodnej współpracy też jest sukcesem. Każdy nauczyciel tego doświadcza, tylko tak mało o tym się mówi. Warto to zmienić. Skupiać się bardziej na tym co cieszy. Zawsze pamiętać, że dobry nastrój jest zaraźliwy. Starać się akceptować rzeczywistość i doceniać to co jest w niej dobre. Trudne sytuacje traktować jak wyzwanie. Szukać rozwiązań, ale nie traktować siebie jak „Cudotwórcę”. Stawiać sobie cele możliwe do zrealizowania. Nie bać się przyznać do błędu. Ale też nie bać się przyznać do sukcesu, choćby wydawał się nie istotny. 

J. R. Białek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *